Lotos Gdynia z nożem na gardle
dodano:2010-04-19
Koszykarki Lotosu Gdynia przegrały w Toruniu z miejscową Energą 65:70 i w półfinale Ford Germaz Ekstraklasy przegrywają już 1:2. Do finału awansuje drużyna, która wygra trzy mecze a kolejny pojedynek już jutro o godzinie 18, również w Toruniu. Jeśli gdynianki marzą o grze o złoto muszą jutrzejszy mecz wygrać.
Mecz od początku był bardzo zacięty, niemniej toczył się pod dyktando koszykarek Lotosu Gdynia, które po pierwszej kwarcie wyrobiły sobie sześciopunktową przewagę (15:9). Dobrze grała Ivana Matovic, pod tablicami świetnie walczyła Magdalena Leciejewska, choć ta ostatnia miała spore problemy ze skutecznością. W 18 minucie po rzucie Tanashy Wright i czterech punktach z rzędu Matovic było 31:22 dla przyjezdnych. Do tej pory podopieczne Jacka Winnickiego znakomicie neutralizowały toruńskie gwiazdy Alicię Gladden i Charity Egenti. Ta ostatnia swoje pierwsze punkty zdobyła dopiero pod koniec drugiej kwarty. Okazało się jednak, że trener Elmedin Omanic wyciągnął wnioski i po przerwie obie amerykańskie gwiazdy z Torunia pokazały fenomenalny basket. Nie tylko zdobywały punkty seriami, ale też we dwie toczyły heroiczną walkę pod tablicami. Jeszcze w 24 minucie, po rzucie za trzy punkty Matovic, Lotos prowadził 40:29. Od tego momentu jednak Gladden i Egenti mozolnie zaczęły odrabiać straty i w efekcie po trzech kwartach było tylko 49:45 dla gdynianek.
Na ostatnie 10 minut mistrzynie Polski wyszły jakby nieco zdekoncentrowane. Przez pierwsze trzy minuty gry zdobyły tylko 2 punkty, straciły aż 9. W 33 minucie Agata Gajda trafiając za trzy punkty wyprowadziła swój zespół na prowadzenie 54:51. W 37 minucie po rzucie Wright był remis 63:63, ale zaraz trafiła Egenti, potem Gladden w ważnej akcji zablokowała Leciejewską, by za chwilę trafić za trzy punkty i na niespełna półtorej minuty przed końcem Energa prowadziła 68:63. Gdynianki złapały kontakt na 49 sekund przed końcem, gdy dwa rzuty wolne wykorzystała Tanasha Wright. Szansę na doprowadzenie do dogrywki miała Oliwia Tomiałowicz, która na 4 sekundy przed końcem rzucała za trzy punkty. Nie trafiła, a wynik na 70:65 dwoma rzutami wolnymi ustaliła Monika Krawiec.
Mistrzynie Polski przegrały i teraz mają nóż na gardle. Aby przedłużyć swoje szanse na finał muszą jutro wygrać w Toruniu i potem jeszcze rozstrzygnąć na swoją korzyść ewentualne, piąte spotkanie w Gdyni.







