Gorączka złota w Gdyni. Lotos mistrzem Polski!
dodano:2010-05-01
Na 3 sekundy przed końcem czwartego meczu finałowego Ford Germaz ekstraklasy, Lotos Gdynia prowadził z KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski 60:57. Gorzowianki wyprowadzały piłkę ze środka boiska i w tym momencie sfaulowana została Sydney Spencer. Sędziowie zarządzili dwa rzuty wolne, choć gorzowscy trenerzy protestowali twierdząc, że faul został popełniony przy próbie rzutu za trzy punkty. Protesty na nic się nie zdały. Spencer wykorzystała pierwszy rzut wolny, drugiego nie trafiła specjalnie licząc na zbiórkę i na skuteczną dobitkę. Scenariusz sprawdził się prawie w stu procentach, tylko że dobitka była niecelna.
W takich okolicznościach zespół Lotosu Gdynia zdobył 11 w swojej historii mistrzostwo Polski. Po meczu radość w szeregach zawodniczek i wśród kibiców była niesamowita. Gorączka złota trwa, a ten sukces smakuje wyjątkowo, gdyż Lotos Gdynia w czasie sezonu przeżywał różnego rodzaju problemy, szereg zmian w składzie, itp.
- Kilka miesięcy temu wielu ludzi widziało nas na miejscach 4-5. Tymczasem my udowodniłyśmy, że jesteśmy zespołem z krwi i kości. Wierzyłyśmy w siebie, ufamy sobie nawzajem, a problemy nas tylko scementowały – mówiła po meczu Ivana Matovic.
Scementowały na tyle, by ograć w wielkim finale faworyzowaną drużynę z Gorzowa. Mecz decydujący o tytule nie był porywającym widowiskiem . Obie ekipy przystąpiły do niego, jakby sparaliżowane stawką meczu. Mnożyły się proste błędy, niedokładne podania, straty a prowadzenie zmieniało się co chwilę. W tym przeciętnym dramacie poezją była jedynie fantastyczne akcje Samanthy Richards. Rozgrywająca zespołu z Gorzowa grała niesamowicie. Mijała rywalki jak slalomowe tyczki i fantastycznie wchodziła pod kosz zdobywając punkty po penetracyjnych, światowej klasy akcjach. Śmiało można powiedzieć, że w pierwszej połowie był to mecz Lotos kontra Richards. Do przerwy Australijka zdobyła aż 21 punktów. To właśnie jej akcje zatrzymały rozpędzony Lotos w drugiej kwarcie. W 14 minucie Tanasha Wright przebiegła z piłką przez całe boisko i zdobyła punkty po penetracji. Było wtedy 33:25 dla gospodyń. Tymczasem gorzowianki postawiły obronę strefową i ta dobrze funkcjonująca maszyna z Gdyni się zacięła. Gdynianki próbowały rozbić strefę rzutami za trzy punkty, ale „trójki” im ewidentnie nie siedziały. Same też w obronie popełniały proste błędy, co było wodą na młyn dla Samanthy Richards. W efekcie od 14 minuty do końca drugiej kwarty Lotos nie zdobyła ani jednego punktu, a rywalki aż 13, co dało i prowadzenie po pierwszej połowie 38:33.
Po zmianie stron na boisko wróciła Erin Phillips, która wcześniej długo siedziała na ławce z powodu trzech fauli na koncie. Obraz gry od razu uległ diametralnej zmianie. Akcje Lotosu nabrały płynności, gdyniankom łatwiej było znaleźć pozycję do rzutu, z minuty na minutę gasła też Samantha Richards. Przede wszystkim jednak Lotos zabójczo bronił i pozwolił akademiczkom na zdobycie zaledwie 5 punktów w tej kwarcie! Przed ostatnią kwartą było 48:43 dla obrończyń tytułu. W ostatniej odsłonie byliśmy świadkami dramaturgii godnej meczu o złoto. Gorzowianki nie odpuszczały, biły się o każdą piłkę, ale Lotos miał tego dnia świetnie dysponowaną Phillips. Australijka trafiła bardzo ważną „trójkę” na 53:48, potem zebrała kluczową piłkę w ataku i po ponowionej akcji, w 37 minucie Matovic zdobyła punkty na 55:48. Ambitne gorzowianki zdołały jeszcze doprowadzić do stanu 55:54, ale w kolejnych akcjach musiały faulować, by szybko przerwać akcje gdynianek. Pech chciał, że najczęściej faulowały Erin Phillips, która nie myliła się z linii rzutów wolnych. Mecz trzymał w napięciu do samego końca, a emocje sięgnęły zenitu w opisywanym na wstępie momencie. Decyzja sędziów o podyktowaniu dwóch, a nie trzech rzutów wolnych dla KSSSE będzie z pewnością długo komentowana, niemniej w Gdyni mało kto o tym myślał po końcowej syrenie. Hala sportowo – widowiskowa Gdynia utonęła w morzu łez, deszczu konfetti i strumieniach szampana. Koszykarki Lotosu Gdynia odebrały złote medale z rąk prezydenta Gdyni, wielkiego przyjaciela klubu Wojciecha Szczurka, ubrane w okolicznościowe koszulki z napisem „Gorączka złota trwa” i numerem 11 symbolizującym 11 tytuł mistrzowski dla klubu. Nagroda dla najlepszego gracza finałów trafiła w ręce Erin Phillips. Australijska rozgrywająca Lotosu Gdynia zasłużyła sobie na to wyróżnienie nie tylko postawą w meczach finałowych, ale również w całym sezonie. Jej nieustępliwość, oddanie się grze, wielka ambicja sprawiły, że zdobyła sobie serca fanów z miejsca stając się ich ulubienicą. Dowodem na to, może być transparent kierowany do władz klubu i sztabu szkoleniowego, będący swoistym żądaniem kibiców o przedłużenie kontraktu z Erin Phillips. Teraz jednak jest czas na świętowanie sukcesu i odpoczynek po wyczerpującym sezonie.
- Mecz był bardzo zacięty, wyrównany, a o naszym końcowym triumfie, który dał nam mistrzowski tytuł, zadecydowała przede wszystkim bardzo dobrze rozegrana końcówka oraz realizacja założeń taktycznych. Za nami bardzo ciężki sezon, z ogromnymi zmianami, perturbacjami kadrowymi. Jeszcze w styczniu wszyscy mówili, że nie mamy szans nawet znaleźć się w finale. Mimo tego w nim byliśmy. Przed rozpoczęciem finału nie byliśmy faworytem. Wszyscy stawiali na Gorzów, a w ostatecznym rozrachunku zdobyliśmy Puchar Polski, wyszliśmy z grupy w Eurolidze, a na koniec jesteśmy najlepsi w Polsce. Wszystko więc jest w sporcie możliwe. Dziękuję i gratuluję wszystkim swoim dziewczynom. Dziękuję także sponsorom i kibicom – mówił po meczu trener Lotosu Gdynia Jacek Winnicki.
- Jestem ogromnie rozradowana, że po raz kolejny sięgnęłyśmy po złoto. Trzeba jednak zauważyć, że z roku na rok ekipa z Gorzowa jest silniejsza, stawia coraz trudniejszy opór. Szacunek dla zespołu i trenerów z Gorzowa. Przy okazji podziękowania też dla naszych wiernych kibiców oraz sponsorów, którzy w nas wierzą – dodała Magdalena Leciejewska.






